wtorek, 9 października 2012

Rozdział 1. Początek.



Pewna różowołosa dziewczyna siedziała na jednej ze skał. Po jej policzkach spływały łzy. W ręku trzymała jakiś zwój. Podkuliła nogi pod samą brodę. Była sama.
Coś spłynęło jej na kimono. Myślała, że to łza, ale nie.. Z niebieskiego nieba spadało coraz więcej kropli deszczu. Padało. Bogowie opłakiwali ją. Wiedzieli, że cierpi.

Nikt nie wiedział, że tu jest. Tylko ona i drzewa.. i dwójka obserwująca ją mężczyzn. Zauważyła ich.
-Kim jesteście i dlaczego jesteście nad Źródłem Śmierci ? -zwróciła się do nich. Wyszli. Jeden miał czarne włosy, a drugi wyglądał jak ryba. Ryba z bardzo ostrymi zębami. Na sobie mieli płaszcze w czerwone chmurki.. To byli...
-Akatsuki. -mruknęła.
-Nic ci nie zrobimy. Zostałaś oszukana przez całą wioskę, prawda ?
-Podsłuchiwaliście. -powiedziała przez łzy.
-Nasz lider chce cię w naszej organizacji. Co ty na to ? Tam będzie ci się żyło o wiele inaczej niż tu..
-Dobrze ! -przerwała niebieskoskóremu. -Pójdę z wami.

Czy myślała w tej chwili ? Oczywiście, że nie, ale chciała się wyrwać, uciec. Nie chciała być zależna od innych. Chciała żyć swoim życiem..

<><><>

Myślała, że ucieknie bez żadnych krzywd.
Myślała, że ucieknie nic nikomu nie mówiąc..
Myślała, że ucieknie jak ptak wypuszczony z klatki..
Cicho i bezszelestnie.
Ale dlaczego teraz trzyma swoją katanę we wnętrzu czyjegoś człowieka ? Jego krew pobrudziła jej białą szatę. Jednym szybkim ruchem wyrwała całe wnętrzności z człowieka, którego znała tylko zwidzenia. Dlaczego miałaby płakać lub chociaż gnębić się, że zabiła ludzkie stworzenie? Przecież oni to samo zrobiliby z nią. W końcu żeby żyć trzeba walczyć, ale czy warto żyć z tak wielkim brzemiem jakim jest przeznaczenie ?

Dziewczyna szybko ominęła bramę, która ograniczała jej wolność. Jej czerwone oczy wpatrzone były aby w jeden punkt, przed siebie.
Ominęła wystające korzenie. Na chwilę się zatrzymała. Myślała, że już ich nie ma, ale pomyliła się. Widziała ich. Tak. Dzięki jej zmysłom widziała dziesiątkę Shinobi, którzy przedzierają się przez gęste krzewy.
Dzisiejszej nocy krew się poleje..
Tylko o tym myślała. Nie wiedziała co dalej, ale jedno było pewne, albo ona, albo oni.
Byli coraz bliżej, a ona stała cały czas w tym samym miejscu
.
Las Śmierci czyni mnie Bogiem..
Zauważyli ją pośród zniszczonych, czarnych drzew. Stała tam całkiem sama. Jej pobrudzona krwią szata, ruszała się tam gdzie prowadził ją wiatr, tak samo było z jej włosami.
Stała opanowana i niewzruszona niczym. Otworzyła czerwone oczy.To był jej czas. Czas potwora.