Pewna
różowołosa dziewczyna siedziała na jednej ze skał. Po jej
policzkach spływały łzy. W ręku trzymała jakiś zwój.
Podkuliła nogi pod samą brodę. Była sama.
Coś
spłynęło jej na kimono. Myślała, że to łza, ale nie.. Z
niebieskiego nieba spadało coraz więcej kropli deszczu. Padało.
Bogowie opłakiwali ją. Wiedzieli, że cierpi.
Nikt
nie wiedział, że tu jest. Tylko ona i drzewa.. i dwójka
obserwująca ją mężczyzn. Zauważyła ich.
-Kim
jesteście i dlaczego jesteście nad Źródłem Śmierci ?
-zwróciła się do nich. Wyszli. Jeden miał czarne włosy, a
drugi wyglądał jak ryba. Ryba z bardzo ostrymi zębami. Na sobie
mieli płaszcze w czerwone chmurki.. To byli...
-Akatsuki.
-mruknęła.
-Nic
ci nie zrobimy. Zostałaś oszukana przez całą wioskę, prawda ?
-Podsłuchiwaliście.
-powiedziała przez łzy.
-Nasz
lider chce cię w naszej organizacji. Co ty na to ? Tam będzie ci
się żyło o wiele inaczej niż tu..
-Dobrze
! -przerwała niebieskoskóremu. -Pójdę z wami.
Czy
myślała w tej chwili ? Oczywiście, że nie, ale chciała się
wyrwać, uciec. Nie chciała być zależna od innych. Chciała żyć
swoim życiem..
<><><>
Myślała,
że ucieknie bez żadnych krzywd.
Myślała,
że ucieknie nic nikomu nie mówiąc..
Myślała,
że ucieknie jak ptak wypuszczony z klatki..
Cicho
i bezszelestnie.
Ale
dlaczego teraz trzyma swoją katanę we wnętrzu czyjegoś człowieka
? Jego krew pobrudziła jej białą szatę. Jednym szybkim ruchem
wyrwała całe wnętrzności z człowieka, którego znała
tylko zwidzenia. Dlaczego miałaby płakać lub chociaż gnębić
się, że zabiła ludzkie stworzenie? Przecież oni to samo zrobiliby
z nią. W końcu żeby żyć trzeba walczyć, ale czy warto żyć z
tak wielkim brzemiem jakim jest przeznaczenie ?
Dziewczyna
szybko ominęła bramę, która ograniczała jej wolność. Jej
czerwone oczy wpatrzone były aby w jeden punkt, przed siebie.
Ominęła
wystające korzenie. Na chwilę się zatrzymała. Myślała, że już
ich nie ma, ale pomyliła się. Widziała ich. Tak. Dzięki jej
zmysłom widziała dziesiątkę Shinobi, którzy przedzierają
się przez gęste krzewy.
Dzisiejszej nocy krew się
poleje..
Tylko
o tym myślała. Nie wiedziała co dalej, ale jedno było pewne, albo
ona, albo oni.
Byli
coraz bliżej, a ona stała cały czas w tym samym miejscu
.
Las
Śmierci czyni mnie Bogiem..
Zauważyli
ją pośród zniszczonych, czarnych drzew. Stała tam całkiem
sama. Jej pobrudzona krwią szata, ruszała się tam gdzie prowadził
ją wiatr, tak samo było z jej włosami.
Stała
opanowana i niewzruszona niczym. Otworzyła czerwone oczy.To był jej
czas. Czas potwora.