Przepraszam. Nie wiem czy ktoś to wgl czyta, ale zawieszam tego bloga. Być może później usunę, bo myślę nad inną historią o Akatsuki.
Gomen.
Zapraszam na mojego drugiego bloga. TU !
Przepraszam.!
środa, 14 listopada 2012
wtorek, 9 października 2012
Rozdział 1. Początek.
Pewna
różowołosa dziewczyna siedziała na jednej ze skał. Po jej
policzkach spływały łzy. W ręku trzymała jakiś zwój.
Podkuliła nogi pod samą brodę. Była sama.
Coś
spłynęło jej na kimono. Myślała, że to łza, ale nie.. Z
niebieskiego nieba spadało coraz więcej kropli deszczu. Padało.
Bogowie opłakiwali ją. Wiedzieli, że cierpi.
Nikt
nie wiedział, że tu jest. Tylko ona i drzewa.. i dwójka
obserwująca ją mężczyzn. Zauważyła ich.
-Kim
jesteście i dlaczego jesteście nad Źródłem Śmierci ?
-zwróciła się do nich. Wyszli. Jeden miał czarne włosy, a
drugi wyglądał jak ryba. Ryba z bardzo ostrymi zębami. Na sobie
mieli płaszcze w czerwone chmurki.. To byli...
-Akatsuki.
-mruknęła.
-Nic
ci nie zrobimy. Zostałaś oszukana przez całą wioskę, prawda ?
-Podsłuchiwaliście.
-powiedziała przez łzy.
-Nasz
lider chce cię w naszej organizacji. Co ty na to ? Tam będzie ci
się żyło o wiele inaczej niż tu..
-Dobrze
! -przerwała niebieskoskóremu. -Pójdę z wami.
Czy
myślała w tej chwili ? Oczywiście, że nie, ale chciała się
wyrwać, uciec. Nie chciała być zależna od innych. Chciała żyć
swoim życiem..
<><><>
Myślała,
że ucieknie bez żadnych krzywd.
Myślała,
że ucieknie nic nikomu nie mówiąc..
Myślała,
że ucieknie jak ptak wypuszczony z klatki..
Cicho
i bezszelestnie.
Ale
dlaczego teraz trzyma swoją katanę we wnętrzu czyjegoś człowieka
? Jego krew pobrudziła jej białą szatę. Jednym szybkim ruchem
wyrwała całe wnętrzności z człowieka, którego znała
tylko zwidzenia. Dlaczego miałaby płakać lub chociaż gnębić
się, że zabiła ludzkie stworzenie? Przecież oni to samo zrobiliby
z nią. W końcu żeby żyć trzeba walczyć, ale czy warto żyć z
tak wielkim brzemiem jakim jest przeznaczenie ?
Dziewczyna
szybko ominęła bramę, która ograniczała jej wolność. Jej
czerwone oczy wpatrzone były aby w jeden punkt, przed siebie.
Ominęła
wystające korzenie. Na chwilę się zatrzymała. Myślała, że już
ich nie ma, ale pomyliła się. Widziała ich. Tak. Dzięki jej
zmysłom widziała dziesiątkę Shinobi, którzy przedzierają
się przez gęste krzewy.
Dzisiejszej nocy krew się
poleje..
Tylko
o tym myślała. Nie wiedziała co dalej, ale jedno było pewne, albo
ona, albo oni.
Byli
coraz bliżej, a ona stała cały czas w tym samym miejscu
.
Las
Śmierci czyni mnie Bogiem..
Zauważyli
ją pośród zniszczonych, czarnych drzew. Stała tam całkiem
sama. Jej pobrudzona krwią szata, ruszała się tam gdzie prowadził
ją wiatr, tak samo było z jej włosami.
Stała
opanowana i niewzruszona niczym. Otworzyła czerwone oczy.To był jej
czas. Czas potwora.
czwartek, 20 września 2012
Prolog
W
ciemnym pomieszczeniu znajdowało się dwoje ludzi. Mogłoby się
wydawać, że porozumiewają się za pomocą oczu, które
ciągle się w siebie wpatrują, że ich wszystkie gesty są oznaką
jakiegoś uwielbienia, ale nie. Tak nie było.
Mężczyzna o włosach czystej marchewki i ona, kobieta o włosach ciemnego nieba. Oboje patrzący sobie w oczy, jakby chcieli odczytać co drugie myśli. No, ale niektórzy tak mogą. Pain, bo tak się nazywał owy osobnik płci męskiej, mógł czytać w myślach. I w tej chwili był z tego dumny.
-Konan. Czy ty śmiesz kłamać ? Mi ? Znam każdą twoją myśl. Więc teraz grzecznie odpowiedz na moje pytanie. -spojrzał na granatowooką i uśmiechnął się iście brutalnie. -Czy wiesz gdzie znajdę kapłanki ?
-Nie. -odparła. Jej usta, słowa, które wypowiedziała, były tylko brudnym kłamstwem. Przecież to oczywiste, że wiedziała gdzie się znajdują, ale przecież po co miała mu pomagać? Jaką miałaby z tego korzyść ?
-Stracę zaraz nerwy i ci coś zrobię dziewczyno, obiecuję ci to. -warknął dosyć głośno, aby zrozumiała, że on nie żartuje.
-Po co ci one są w ogóle potrzebne ? -mruknęła cicho przygryzając dolną wargę.
-Wszystkiego się dowiesz, ale teraz powiedz do cholery gdzie one są ! -ostatnie słowa niemal wykrzyczał, sprawiając że na ciele dziewczyny pojawiły się zimne dreszcze.
-Pain ! Przecież to legenda. Skąd pewność, że je znajdziemy ? -burknęła, wzmacniając wściekłość u mężczyzny z oczami Rinnegan, jednej z trzech najpotężniejszych wzrokowych technik.
-Po pierwsze masz mi mówić Liderze ! a po drugie mów w końcu gdzie je znajdę! -krzyknął uderzając pięścią o blat drewnianego biurka, które na wskutek takiej siły przełamało się na pół. Konan cofnęła się, można powiedzieć, że prawie zetknęła się z ścianą.
-Jakiś handlarz mówił, że widział jedną nad źródłem śmierci, ale zaraz zemdlał. Inni zaś twierdzą, że kapłanki można znaleźć w lesie śmierci. -powiedziała wystraszona unikając wzroku marchewkowowłosego.
-Wyjdź. -mruknął. Dziewczyna wybiegła, zostawiając lidera samego. Mężczyzna spojrzał na jakieś dokumenty i po chwili ciszy, krzyknął.
-Kisame, Itachi !
<>>><<<>
Cała wioska, ona płonęła. Ludzie krzyczeli. Nie panowali nad sobą. Bali się o swoje życie. Strach przed śmiercią ich omamił. Biegli w stronę lasu, a po chwili upadali jęcząc z bólu.
Postać w czarnej pelerynie wybijała wszystkich. Unosiła swoją lśniącą katanę, a po chwili ją opuszczała, zadając śmiertelny cios kobietom i mężczyznom. Nie patrzyła na to ile ofiara miała lat, mogło to być dziecko, ale ją to nie interesowało. Liczyła się chęć zemsty.
Pewna czarnowłosa dziewczyna obudziła się cała zalana potem. Przetarła czoło i otworzyła powieki, ukazując czarne oczy. Znowu śnił się jej ten sen. Nie żeby się bała, przecież sny ukazywały jej całe życie. Wszystko co zrobiła, wszystko co jej się śniło, to było prawdą.
Spojrzała na biały sufit i uśmiechnęła się ironicznie. Tak. Pamiętała wszystko co się stało tamtej nocy. Księżyc był w kształcie rogala, a niebo przykryła czerwień. Krzyki, ogień czy też płacz, to wszystko widziała. Nie robiło to na niej żadnego wrażenie. Pamiętała, że jedyne co było w jej myśli, to chęć zemsty...
Z wielkim ociągnięciem wstała i poszła w stronę łazienki. Spojrzała w wielkie lustro i westchnęła. Wyglądała tak jak zwykle. Czarne długie włosy, ciemne oczy i blade, ale za to bardzo zgrabne ciało, średniej wielkości piersi i to co lubiła najbardziej, na jej ramieniu znajdował się tatuaż. Biała czaszka otoczona jakimś zielonym dymem. Miała już to od urodzenia.[..]
-Zabijmy ją ! Po co ona jest nam w ogóle potrzebna ? -dziewczyna schowała się za jeden z posągów i podsłuchiwała dalej.
-Kimiko, posłuchaj. Uważa, że to my jesteśmy jej rodzicami i mamy przewagę. W razie co zlituje się nad nami, a my odbierzemy jej moc, albo co najlepsze zrobimy tak, że będzie nam posłuszna, będzie naszą bronią. Będziemy najsilniejszą wioską na całym świecie. ! -czarnowłosy mężczyzna prawie wykrzyczał ostatnie słowa. Czy oni byli aż tacy głupi ? Czy oni myśleli, że się nie domyśliła ? Przecież to było oczywiste. Jej moc była inna, potężniejsza, ale nie spodziewała się, że usłyszy takie słowa. Broń ?
Mam być po ich stronie, przecież to jakaś kpina. -pomyślała.
Po co teraz ma być posłuszna ? Planowała ucieczkę w późniejszym terminie, ale nie. Ucieczka w tym momencie jest jedynym rozwiązaniem.
Mężczyzna o włosach czystej marchewki i ona, kobieta o włosach ciemnego nieba. Oboje patrzący sobie w oczy, jakby chcieli odczytać co drugie myśli. No, ale niektórzy tak mogą. Pain, bo tak się nazywał owy osobnik płci męskiej, mógł czytać w myślach. I w tej chwili był z tego dumny.
-Konan. Czy ty śmiesz kłamać ? Mi ? Znam każdą twoją myśl. Więc teraz grzecznie odpowiedz na moje pytanie. -spojrzał na granatowooką i uśmiechnął się iście brutalnie. -Czy wiesz gdzie znajdę kapłanki ?
-Nie. -odparła. Jej usta, słowa, które wypowiedziała, były tylko brudnym kłamstwem. Przecież to oczywiste, że wiedziała gdzie się znajdują, ale przecież po co miała mu pomagać? Jaką miałaby z tego korzyść ?
-Stracę zaraz nerwy i ci coś zrobię dziewczyno, obiecuję ci to. -warknął dosyć głośno, aby zrozumiała, że on nie żartuje.
-Po co ci one są w ogóle potrzebne ? -mruknęła cicho przygryzając dolną wargę.
-Wszystkiego się dowiesz, ale teraz powiedz do cholery gdzie one są ! -ostatnie słowa niemal wykrzyczał, sprawiając że na ciele dziewczyny pojawiły się zimne dreszcze.
-Pain ! Przecież to legenda. Skąd pewność, że je znajdziemy ? -burknęła, wzmacniając wściekłość u mężczyzny z oczami Rinnegan, jednej z trzech najpotężniejszych wzrokowych technik.
-Po pierwsze masz mi mówić Liderze ! a po drugie mów w końcu gdzie je znajdę! -krzyknął uderzając pięścią o blat drewnianego biurka, które na wskutek takiej siły przełamało się na pół. Konan cofnęła się, można powiedzieć, że prawie zetknęła się z ścianą.
-Jakiś handlarz mówił, że widział jedną nad źródłem śmierci, ale zaraz zemdlał. Inni zaś twierdzą, że kapłanki można znaleźć w lesie śmierci. -powiedziała wystraszona unikając wzroku marchewkowowłosego.
-Wyjdź. -mruknął. Dziewczyna wybiegła, zostawiając lidera samego. Mężczyzna spojrzał na jakieś dokumenty i po chwili ciszy, krzyknął.
-Kisame, Itachi !
<>>><<<>
Cała wioska, ona płonęła. Ludzie krzyczeli. Nie panowali nad sobą. Bali się o swoje życie. Strach przed śmiercią ich omamił. Biegli w stronę lasu, a po chwili upadali jęcząc z bólu.
Postać w czarnej pelerynie wybijała wszystkich. Unosiła swoją lśniącą katanę, a po chwili ją opuszczała, zadając śmiertelny cios kobietom i mężczyznom. Nie patrzyła na to ile ofiara miała lat, mogło to być dziecko, ale ją to nie interesowało. Liczyła się chęć zemsty.
Pewna czarnowłosa dziewczyna obudziła się cała zalana potem. Przetarła czoło i otworzyła powieki, ukazując czarne oczy. Znowu śnił się jej ten sen. Nie żeby się bała, przecież sny ukazywały jej całe życie. Wszystko co zrobiła, wszystko co jej się śniło, to było prawdą.
Spojrzała na biały sufit i uśmiechnęła się ironicznie. Tak. Pamiętała wszystko co się stało tamtej nocy. Księżyc był w kształcie rogala, a niebo przykryła czerwień. Krzyki, ogień czy też płacz, to wszystko widziała. Nie robiło to na niej żadnego wrażenie. Pamiętała, że jedyne co było w jej myśli, to chęć zemsty...
Z wielkim ociągnięciem wstała i poszła w stronę łazienki. Spojrzała w wielkie lustro i westchnęła. Wyglądała tak jak zwykle. Czarne długie włosy, ciemne oczy i blade, ale za to bardzo zgrabne ciało, średniej wielkości piersi i to co lubiła najbardziej, na jej ramieniu znajdował się tatuaż. Biała czaszka otoczona jakimś zielonym dymem. Miała już to od urodzenia.[..]
-Zabijmy ją ! Po co ona jest nam w ogóle potrzebna ? -dziewczyna schowała się za jeden z posągów i podsłuchiwała dalej.
-Kimiko, posłuchaj. Uważa, że to my jesteśmy jej rodzicami i mamy przewagę. W razie co zlituje się nad nami, a my odbierzemy jej moc, albo co najlepsze zrobimy tak, że będzie nam posłuszna, będzie naszą bronią. Będziemy najsilniejszą wioską na całym świecie. ! -czarnowłosy mężczyzna prawie wykrzyczał ostatnie słowa. Czy oni byli aż tacy głupi ? Czy oni myśleli, że się nie domyśliła ? Przecież to było oczywiste. Jej moc była inna, potężniejsza, ale nie spodziewała się, że usłyszy takie słowa. Broń ?
Mam być po ich stronie, przecież to jakaś kpina. -pomyślała.
Po co teraz ma być posłuszna ? Planowała ucieczkę w późniejszym terminie, ale nie. Ucieczka w tym momencie jest jedynym rozwiązaniem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)